Dwanaście. Tyle państw Unii Europejskiej ma swojego przedstawiciela w Rhine Group, nowej inicjatywie Mario Draghiego i Patricka Collisona.
To wydanie newslettera poświęcam opowieści o tym, dlaczego najbardziej prestiżowy europejski think tank ostatniej dekady nie zmieni w europejskiej debacie absolutnie niczego, oraz dlaczego mimo to jego założyciele mają prawo uważać go za sukces, i jakie wnioski powinniśmy z tego wyciągnąć w Warszawie.
Zaczynajmy.
Co dokładnie powstało

Powstanie Rhine Group ogłoszono wczoraj, 24 sierpnia. Współprzewodniczą jej Mario Draghi, były prezes EBC i były premier Włoch, autor raportu The future of European competitiveness z 2024 roku, oraz Patrick Collison, współzałożyciel i szef firmy Stripe. Dyrektorem wykonawczym jest Luis Garicano, hiszpański ekonomista z LSE, poseł do Parlamentu Europejskiego w latach 2019-2022.
Lista członków think tanku robi wrażenie. Dwoje noblistów z ekonomii, Philippe Aghion i Bengt Holmström. Redaktorki naczelne “Financial Timesa” i “The Economist”. Szefowie Mastercard, Siemensa, BBVA, Shopify, Klarny, Atomico, ION Group. Do tego Bruno Le Maire, Benoît Cœuré, Jörg Kukies, Toomas Hendrik Ilves.
Wow.
Formuła pracy: zamknięte spotkania, dokumenty badawcze rozsyłane wcześniej jako pre-read, dyskusja pod regułą Chatham House.
Wow.
Proszę Państwa, to jest opis bardzo elitarnej konferencji.
Aspekt Prawny. Rhine Group jest stowarzyszeniem prawa szwajcarskiego, założonym na podstawie art. 60 i następnych szwajcarskiego kodeksu cywilnego, z siedzibą w Genewie pod adresem firmy powierniczej L&S Trust Services SA. Prawem właściwym jest prawo szwajcarskie. Organizacja, której celem jest reforma Unii Europejskiej, została zarejestrowana poza Unią Europejską? Można to tłumaczyć wygodą, ale można też zapytać, czy podmiot, który zamierza wpływać na prawodawstwo UE, znajdzie się w unijnym Rejestrze Służącym Przejrzystości.
Biznesowy. Kto siedzi przy stole, ten ustawia agendę. Przy tym stole siedzą płatności, private equity, venture capital i wielki przemysł. Nie ma związków zawodowych, nie ma małych i średnich firm, nie ma samorządów, nie ma organizacji konsumenckich, nie ma rolnictwa. Grupa o takim składzie wyprodukuje rekomendacje, które będą trafne w sprawach kapitału i technologii, i ślepe wszędzie tam, gdzie koszt reformy spada na kogoś innego.
Polityczny. Reguła Chatham House oznacza, że wiadomo, co powiedziano, ale nie wiadomo, kto to powiedział. Dla swobody dyskusji to bywa użyteczne. Dla rozliczalności jest to problem, bo uczestnik może forsować stanowisko bez konsekwencji reputacyjnych i bez możliwości publicznej polemiki. Europa ma dziś kryzys zaufania do procesu decyzyjnego. Odpowiedzią Grupy Rhine jest kolejny pokój, do którego opinia publiczna nie ma wstępu.
Czym to się różni od tego, co już mamy?
Niczym.
Raporty i zamknięte spotkania eksperckie to podstawowe narzędzie brukselskiego lobbingu od ponad trzydziestu lat. Bruegel robi to od 2005 roku, a jego dyrektor Jeromin Zettelmeyer jest zresztą w gronie członków Rhine Group. CEPR robi to od 1983.
Postulaty też nie są nowe. Jednolity rynek kapitałowy, konsolidacja telekomów, uproszczenie regulacji, więcej pieniędzy na badania, mniejsza zależność energetyczna. Wszystko to leży na stole od lat i w większości pochodzi z raportu, który Mario Draghi opracował dwa lata temu. Rhine Group może to co już jest wiadome doprecyzować i pewnie to dobrze, że doprecyzuje. Ale doprecyzowanie nie jest przełomem.
Zostaje pytanie o dostęp i wpływ. Kogo ci ludzie zamierzają przekonać, do kogo wcześniej nie mieli dostępu?
Draghi ma przecież numer telefonu do Ursuli von der Leyen. Le Maire był ministrem finansów Francji. Kukies był sekretarzem stanu w niemieckim Urzędzie Kanclerskim, a potem ministrem finansów. Cœuré był w zarządzie EBC, dziś prowadzi francuski urząd antymonopolowy. Roula Khalaf drukuje to, co uzna za stosowne, na pierwszej stronie “FT”. Jeśli ta grupa powstała po to, żeby mocniej przekonywać Komisję Europejską, to jedyne, co się zmieniło, to adres, pod który przychodzi zaproszenie na spotkanie.
A Polska?
Zero.
Ani jednego nazwiska z Polski. Ani jednej polskiej instytucji, uczelni, firmy czy urzędu wśród pięćdziesięciu pięciu członków.
Szóstej gospodarki Unii - i najlepiej rosnącej - nie ma na liście, która ma wyznaczyć kierunek europejskiej reformy gospodarczej?
Gorzej: nie ma tam całej Europy Środkowej. Jedynym przedstawicielem państw, które weszły do Unii po 2004 roku, jest Toomas Hendrik Ilves, prezydent Estonii w latach 2006-2016, a więc człowiek, który wyszedł z urzędu dziesięć lat temu. Dinozaur. Czechy, Węgry, Grecja, Rumunia, Słowacja, Bułgaria, Chorwacja, Słowenia, Litwa, Łotwa: nikt.
Najbliżej Polski jest Sebastian Siemiatkowski, założyciel Klarny, którego rodzice wyemigrowali z Polski do Szwecji.
I teraz najmocniejsza część tej ironii. Rhine Group otwiera swój manifest zdaniem, że tylko cztery z pięćdziesięciu największych firm technologicznych świata są europejskie. Zgoda. Więc dlaczego nie ma tam założycieli ElevenLabs, jednej z nielicznych europejskich firm AI o naprawdę globalnym zasięgu, zbudowanej przez dwóch Polaków?
Ten stół też jest nasz
Pod ogłoszeniem Garicano wywiązała się dyskusja, a w niej nie zabrakło głosów krytyki składu grupy Rhine.
Polski ekonomista prof. Marcin Piątkowski napisał, że brak w tym gronie Polaków jest niefortunny. Odpowiedział mu Madalin Blidaru, rumuński ekonomista, pytaniem: “czy na pewno niefortunny? Jaka właściwie jest polska wizja integracji europejskiej, poza własnym modelem wzrostu, poza polityką wschodnią, poza Trójmorzem?”
To zasadne pytanie zadał ktoś z kraju, którego na tej liście też nie ma. Jak na nie odpowiedzieć?
Polskim liderom, którzy uważają, że powinni znaleźć się w tym gronie proponuję nie odpowiadać nic, tylko posypać głowę popiołem i wziąć się do pracy.
Prawda jest taka, że brak zaproszenia do tej czy innej grupy nie jest krzywdą, którą nam wyrządzono. Jest rachunkiem za dwadzieścia lat, w których nie nauczyliśmy się, że Bruksela należy do nas tak samo jak należy do Niemców, Włochów i Francuzów.
Tu nie chodzi o obrażanie się, że nikt nas nie zaprasza do stołu.
Ten stół też jest nasz, ale musimy chcieć zająć przy nim miejsce. Na stałe.
Uczciwie: jest sukces
Niezależnie od powyższych uwag, trzeba zdjąć kapelusz.
Zbudowanie od zera think tanku, który w dniu ogłoszenia ma dwoje noblistów, dwie redaktorki naczelne najważniejszych europejskich tytułów gospodarczych i kilkunastu prezesów spółek globalnych, jest w dzisiejszych realiach osiągnięciem niespotykanym.
Rynek think tankowy w Europie jest przepełniony i chronicznie niedofinansowany. Udział ludzi pokroju Collisona i Xaviera Niela oznacza, że problemu z pieniędzmi ta organizacja mieć nie będzie, a to dziś w Europie jest trudniejsze niż zebranie nazwisk.
Z punktu widzenia trzyosobowego biura Rhine Group cała moja krytyka jest kompletnie nieistotna. Oni swój cel osiągnęli w dniu premiery. Chapeau bas.
Czego naprawdę brakuje
Europejska debata cierpi na to, że głosy, które mają realną wiedzę o skutkach regulacji, są rozproszone, za słabe pojedynczo i nigdy nie zostają połączone.
Producent komponentów pod Rzeszowem wie o CBAM więcej niż niejeden ekonomista. Operator portu w Gdańsku wie o łańcuchach dostaw rzeczy, których nie ma w żadnym pre-readzie. Nikt ich nie pyta, bo nie istnieje formuła, która by ich zebrała i przetłumaczyła na język, którym mówi się w Berlaymont.
To jest luka, którą warto było zapełnić.
Dlatego napisałem na X, że Europa zasługuje na lepsze inicjatywy, które zaoferują nową jakość wpływu, a nie kolejny stół dla tych, którzy już siedzą przy pięciu innych.
Rhine Group tego nie dowozi i, sądząc po składzie, nawet nie próbuje.
W EPIC od ponad roku mierzymy, ile rekomendacji z raportu Draghiego faktycznie weszło do prawa Unii. Odpowiedź od początku utrzymuje się w kilkunastu procentach, a w tym roku obserwujemy znaczne spowolnienie.
Problemem nigdy nie była jakość analizy ani debaty. Problemem jest to, że analiza nie ma jak zamienić się w skuteczną koalicję.
Co powinna zrobić Polska
Trzy rzeczy, konkretnie:
Zapytać wprost o kryteria. Stałe Przedstawicielstwo RP przy UE powinno wystąpić do Luisa Garicano z pytaniem o kryteria doboru członków i zaproponować naszych kandydatów. Nie w trybie pretensji, tylko w trybie dodania wartości. Odmowa albo milczenie też są informacją, i to publikowalną.
Dostarczyć papier. Ta grupa pracuje na pre-readach. Polskie ośrodki analityczne powinny wysyłać Garicano gotowe opracowania z polskimi danymi, zanim ktokolwiek o nie poprosi i domagać się “follow up” oraz “feedbacku”.
Zbudować to, czego brakuje. Piętnaście państw Unii nie ma w Rhine Group nikogo. To jest połowa Unii. Oś Hellsinki-Tallinn-Warszawa-Praga-Bukareszt-Ateny z własnym formatem i własnymi danymi ma większy potencjał niż walka o jedno miejsce przy cudzym stole.
Na co czekamy?
Pytanie na koniec
Czy w Europie da się jeszcze zbudować format, który daje realny wpływ na politykę, a jednocześnie wpuszcza do środka kogoś, kto nie ma numeru telefonu do Ursuli von der Leyen? Bo jeśli odpowiedź brzmi “nie”, to problemem Europy nie jest brak dobrych rekomendacji.
Bierzmy się do roboty.
Dziękuję za uwagę.
Krzysztof
Jeśli było przydatne, prześlij komuś, kto powinien to czytać.
Źródła
“Members”, Rhine Group, 2026. https://www.rhinegroup.eu/members (lista pięćdziesięciu pięciu członków plus trzyosobowy zespół; przypisanie państw i wyliczenia własne).
Luis Garicano, wpis na platformie X, 24 sierpnia 2026.
3. Mario Draghi, “The future of European competitiveness”, Komisja Europejska, 2024. https://commission.europa.eu/topics/eu-competitiveness/draghi-report_en
4. EPIC Draghi Implementation Index, https://draghiwatch.eu/

