Polska stawia na local content, ale to Bruksela zdecyduje, czym on jest. Polskie kino wyjaśnia Amerykanom politykę. Oraz: Dlaczego politycy kłamią w sprawie węgla?
Wciąż brakuje mocnego polskiego głosu w europejskiej debacie o IAA i Made in EU.
Dzień dobry,
W tym wydaniu: dlaczego Polska musi być przy stole, gdy Bruksela definiuje, co znaczy “made in EU”. Co polskie kino zrobi z globalnym wpływem, który właśnie zbudowało. I dlaczego narracja o węglu jest niebezpieczna nie dlatego, że jest głupia, ale dlatego, że jest emocjonalnie działa.
Zaczynamy.
PROCES: Dlaczego miejsce dyskusji o local content jest nie w Warszawie tylko w Brukseli.
9 kwietnia 2026 roku premier Tusk przyjechał do fabryki Apator SA pod Toruniem, żeby ogłosić coś, co brzmi rewolucyjnie: czas na local content.
Idea jest prosta: jeżeli polskie spółki z udziałem Skarbu Państwa wydają pieniądze na inwestycje, to jak największa część tych pieniędzy powinna zostawać w Polsce. W polskich firmach, w polskich podatkach, w polskich miejscach pracy.
W ciągu najbliższej dekady inwestycje w energetykę pochłoną bilion złotych. W infrastrukturę kolejową, drogową i morską, kilkaset miliardów. Obronność, cyfryzacja: kolejne miliardy. Łącznie przed nami jedna z największych fal inwestycji publicznych w historii Polski.
Polski program local content opiera się na kilku konkretach. Ministerstwo uruchomiło metodologię GUS do pomiaru komponentu krajowego, pierwszą tego rodzaju w Unii Europejskiej. Powstał Kodeks Dobrych Praktyk dla spółek Skarbu Państwa. KPI dla zarządów. Polityka Zakupowa Państwa uchwalona przez Radę Ministrów w marcu 2026.
Warto zaznaczyć, że Niemcy, Francja, Dania, Włochy od lat stosują podobne mechanizmy, różnymi metodami, różnymi instrumentami.
Tymczasem w Brukseli Komisarz Séjourné potrzebował siedmiu podejść aby rozpocząć pracę nad europejskim modelem preferencji w łańcuchu dostaw. Siedem razy projekt Industrial Accelerator Act - którego ważnym komponentem jest inicjatywa Made in EU - wracał z powrotem, bo komisarze nie mogli się dogadać.
Na czym polega ten podział? Z jednej strony Séjourné i DG GROW: Europa powinna kupować europejskie produkty, wspierać lokalne łańcuchy dostaw, skończyć z naiwnością wobec subsydiowanych chińskich i amerykańskich konkurentów. Z drugiej strony Šefčovič i DG TRADE: zbyt agresywna preferencja europejska to protekcjonizm, który uderzy w nasze umowy handlowe i narobi nam wrogów na całym świecie.
To jest zapowiedź napięć, które teraz przeniosły się do Parlamentu Europejskiego i Rady, gdzie w oparciu o rekomendację Komisji Europejskiej jest debatowana regulacja, która określi, w jakim środowisku prawnym ta polska ambicja wsparcia i ochrony krajowego łańcucha dostaw będzie realizowana.
Industrial Accelerator Act to rozporządzenie, czyli prawo które będzie obowiązywało tak samo w całej UE. Komisarz Séjourné zaproponował w IAA formułę „Made in EU”: preferencja dla produktów i komponentów pochodzenia europejskiego w zamówieniach publicznych i w programach wsparcia publicznego. Stal, cement, aluminium, samochody elektryczne, baterie, panele PV, turbiny wiatrowe. Cel: zwiększyć udział przemysłu w PKB Unii z 14,3% do 20% do 2035 roku.
Brzmi jak coś, co powinno wspierać polskie plany. Ale diabeł tkwi w definicjach.
Jak Bruksela zdefiniuje „Union origin”? Jakie progi procentowe będą obowiązywały? Które sektory będą objęte, a które wyłączone? Czy firmy działające w Polsce, ale z właścicielem za granicą, będą się kwalifikować?
Te pytania są otwarte. Są przedmiotem intensywnych negocjacji.
Procedura 2026/0068(COD) jest formalnie w fazie przygotowawczej. Ale to nie oznacza, że nic się nie dzieję. Sprawozdawca Adnan Dibrani z komisji ITRE spotkał się już z Ministerstwem Środowiska Badenii-Wirtembergii. Inni europosłowie rozmawiają z Volkswagenem, Boschem, Continentalem, Nissanem, Umicore, EUROMETAUX, holenderskim stowarzyszeniem biznesowym VNO-NCW.
To są firmy i organizacje, które reprezentują konkretne interesy. Volkswagen chce wiedzieć, jak nowe wymogi wpłyną na jego globalne łańcuchy dostaw. Francja przez swoje firmy i stowarzyszenia pcha w kierunku jak najsilniejszej definicji europejskości. Holandia i Niemcy negocjują, żeby definicja „trusted partners” była jak najszersza, bo zależy im na globalnych łańcuchach dostaw.
Nie brakuje też głosów ze strony tych, których polityka Made in EU dotknie najmocniej.
Chińska Izba Handlowa przy UE poinformowała serwis Contexte, że bacznie obserwuje rozwój sytuacji, który „może budzić poważne obawy”.
Ambasador USA przy UE Andrew Puzder ostrzegł w wywiadzie dla Bloomberg , że program „Made in EU” byłby „poważnym błędem”.
A Polska? W rejestrze transparetności nie widać aktywności polskich firm ani polskich instytucji w tym temacie. Nie znalazłem też informacji o polskich stanowiskach w sprawie Made in EU.
Jest jeszcze jeden szczegół. 24 marca komisarz Séjourné spotkał się w sprawie IAA z członkami komisji ITRE, czyli komisji odpowiedzialnej za przemysł, badania i energię. Przewodniczącym tej komisji jest Borys Budka. Na zdjęciach z tego spotkania Europosła Budki nie widać.

Polska ma tutaj interes, który jest konkretny i który da się obronić.
Jesteśmy szóstą gospodarką Europy, krajem z rosnącym sektorem przemysłowym, z programem local content opartym na pierwszej w Unii metodologii pomiarowej, z konkretnymi przykładami tego, jak to działa.
Polska definicja local content obejmuje firmy działające w Polsce według klarownych kryteriów: siedziba, zatrudnienie, obroty, rezydencja podatkowa. Ta definicja jest kompatybilna z duchem IAA, ale szczegóły mogą się rozmijać z tym, co Bruksela ostatecznie zatwierdzi.
I jeżeli się rozminą, to mamy problem. Bo rozporządzenie nie pozostawi miejsca na krajową interpretację.
MONITOR SOFT POWER: Polskie kino przestało być obserwatorem globalnych trendów. Zaczęło je tworzyć.
Polska obecność w globalnym kinie idzie dziś dwiema równoległymi drogami.
Pierwsza to droga reżyserska. Jan Komasa po oscarowej nominacji za Corpus Christi zbudował partnerstwa ze światowymi producentami. Efekt: Anniversary na Netflixie z Diane Lane i Kyle Chandlerem, The Good Boy w brytyjskich kinach ze Stephenem Grahamem i Andreą Riseborough. Oba filmy diagnozują współczesny świat, nie Polskę. Komasa jest dziś reżyserem o globalnym wpływie, mówiącym w naszym języku.
Druga droga to producencka. Klaudia Śmieja-Rostworowska i Madants/Mid March Media budują od 2015 roku pozycję twórczego producenta w projektach z absolutnego wierzchołka. High Life Claire Denis z dystrybucją A24. The Testament of Ann Lee razem z Brady Corbetem. Orphan László Nemesa. To nie jest już obsługa zagranicznych produkcji. To jest współdecydowanie o tym, co w ogóle powstaje.

Polska ma reżyserów z głosem. Mamy producentów z ambicją. Pytanie brzmi: czy instytucje wspierające polskie kino rozumieją, że sukces to nie festiwalowa nagroda dla polskiego filmu, tylko polski wpływ na to jak kino kształtuje poglądy globalnej widowni.
To jest zdecydowanie ta zmiana, którą musimy wspierać i którą warto finansować.
ALERT: Dlaczego politycy kłamią w sprawie węgla?
Górnictwo węgla kamiennego w Polsce wygenerowało w pierwszym kwartale 2025 roku stratę 1,655 mld złotych. W całym ubiegłym roku wsparcie publiczne dla sektora miało wynieść około 9 mld złotych. Tymczasem w czerwcu 2025 roku OZE po raz pierwszy w historii wyprodukowały w skali miesiąca więcej prądu niż węgiel.
W tym samym czasie niektórzy politycy mówią: “Musimy wrócić do wydobycia węgla”.
Czy to kłamstwo? To coś bardziej skomplikowanego i przez to bardziej niebezpiecznego.
Politycy przekonujący o potencjale węgla używają czterech tez. Warto je rozłożyć na czynniki pierwsze.
Czy węgiel da nam tani prąd?
Koszt wydobycia tony polskiego węgla przekroczył w 2025 roku 1000 złotych. Cena tej samej tony na rynkach światowych to 430-450 złotych. Polska i tak importuje część węgla, bo krajowy jest za drogi lub nie pasuje do parametrów elektrowni.
Czy węgiel to kwestia suwerenności energetycznej?
Import nośników energii kosztował Polskę 112 mld złotych w 2024 roku. Zależność importowa całej gospodarki wzrosła do 45%. Węgiel nie likwiduje importu. Przesuwa go z jednego adresu na drugi.
Czy chroniąc węgiel chronimy miejsca pracy?
W sektorze pracuje około 71 tysięcy osób. Rocznie sektor pochłania 9 mld złotych dopłat. To ponad 126 tysięcy złotych dotacji na jedno miejsce pracy rocznie. Za te pieniądze można by sfinansować bardzo poważne programy przekwalifikowania (np. do sektora energetyki wiatrowej) a także poważnych inwestycji w te same regiony.
A może chodzi o patriotyzm gospodarczy?
W pierwszym kwartale 2025 roku sektor zanotował 1,655 mld zł straty. W pierwszej połowie roku straty były wielomiliardowe. Subsydiowany, schyłkowy sektor to nie jest patriotyzm. To nieuzasadnione obciążenia dla każdego polskiego dla podatnika.
Politycy, którzy używają narracji o węglu, nie muszą mieć racji w szczegółach, żeby wygrywać emocjonalnie. Bo ta narracja nie jest zbudowana na rachunku ekonomicznym. Jest zbudowana na emocjach, które są całkowicie uzasadnione.
Dla mieszkańców Śląska kopalnia to pokolenia historii, pewna praca, zrozumiały świat. Lęk przed zmianą tej rzeczywistości jest realny. Prosty przekaz “wróćmy do węgla” adresuje ten lęk natychmiast, bez refleksji i komplikacji. Dla wyborcy z rosnącym rachunkiem za prąd hasło “więcej własnego węgla równa się niższe ceny” brzmi intuicyjnie słusznie, tymczasem jest ekonomicznie fałszywe.
Framing “bronimy polskich zasobów przed dyktatem Brukseli” łączy lęk ekonomiczny z tożsamościowym w jednym haśle. Badania z 2025 roku pokazywały bardzo wysoką społeczną estymę dla górnictwa. Polityk, który to wykorzystuje, jest dla tych ludzi realny. Nie dlatego, że ma rację. Dlatego, że mówi ich językiem.
A gdyby nie było tego strasznego unijnego ETS? To pytanie zasługuje na uczciwą odpowiedź.
Bez systemu handlu emisjami elektrownie węglowe miałyby niższe koszty zmienne. Część starych bloków mogłaby działać dłużej. Ale podstawowy problem zostaje nienaruszony. Bez ETS powrót do węgla byłby jedynie mniej nieopłacalny.
Ale nadal nie stałby się racjonalnym ekonomicznie rozwiązaniem.
Do tego średni wiek polskich bloków węglowych to 40-50 lat, sprawność 30-35%. Żaden prywatny bank w Europie nie sfinansuje dziś nowego bloku węglowego, bo żaden ubezpieczyciel nie obejmie projektu o horyzoncie 40 lat.
W tym kontekście sprawdziłem, że Reuters, Financial Times, Bloomberg piszą o Polsce jako kraju, który utknął między starym modelem a wymuszoną transformacją.
Po zamknięciu ostatniej czeskiej kopalni węgla kamiennego na początku 2026 roku Polska jest jedynym dużym producentem w UE. Ten tytuł ma cenę. Utrwala skojarzenie z opóźnieniem i zależnością od przestarzałej infrastruktury. W rozmowach o lokalizacji centrów danych, fabryk półprzewodników, inwestycji ESG ten wizerunek nie pomaga.
Jak zatem kontrować węglowe kłamstwa bez moralizowania?
Najsłabsza odpowiedź na narrację o węglu to “musisz rozumieć, że klimat jest ważny”. To buduje opór, nie zmienia opinii.
Silniejsza odpowiedź to rachunek. Ponad 126 tysięcy złotych dotacji rocznie na jedno miejsce pracy. Wielomiliardowe straty kwartalne. Import surowca, który miał zapewniać suwerenność.
Najsilniejsza odpowiedź to rozdzielenie dwóch rzeczy: ochrony ludzi z regionów górniczych i ochrony modelu opartego na węglu. Można bronić pierwszego bez drugiego.
Zobaczcie Państwo, Forum Energii wskazuje wprost: po wycofaniu wsparcia rynkowego kolejne moce węglowe wypadają z systemu, bo nie są konkurencyjne bez dopłat. Transformacja nie czeka na polityczne zielone światło. Ona się dzieje.
“Powrót do węgla” to próba zatrzymania procesu, który już jest w toku. Co ważne, odchodzimy od węgla systematycznie od lat, niezależnie od tego kto jest u władzi.
Gdzie jest czas na Polskę? Polska ma dziś trzy realne dźwignie naprawy polskiej energetyki.
Pierwsza: sieci przesyłowe. To jest dziś fizyczne wąskie gardło, które ogranicza integrację OZE i utrzymuje zależność od starych źródeł energii.
Druga: magazyny energii. Rozwiązują problem intermitencji i zmniejszają potrzebę drogich rezerw.
Trzecia: offshore i atom. Bałtyk to jeden z najlepszych zasobów wiatrowych w Europie. Atom da stabilne, niskoemisyjne źródło za 10-12 lat.
Każda złotówka dopłacona dziś do schyłkowego sektora to złotówka, która nie skróciła tej drogi.
Dziękuję za uwagę. Dobrego tygodnia!


